Cmentarzysko

(powrót)

Ulica milczy jak zresztą każdego wieczora o tej porze roku. Czarne, błyszczące się jak wężowe łuski, pasmo zimnego asfaltu ciągnie się w kamienne cmentarzysko starej dzielnicy. Wszystko zaszyte tajemniczym całunem nocnej ciszy. Czasem usłyszysz szum wiatru przyklejającego do twego płaszcza brudne, jesienne liście. Noce są tu chłodne i niepojęte. Zamykają ludzi takich jak my w ciągłym cyklu własnych przemysleń. Jest nas wielu. Uwierz mi. Ci, których widujecie w centrum, tutaj zdają się być plagą, chaotyczną chmarą ludzkiej tragedii. Nazywam to miejsce cmentarzyskiem. Zresztą rozejrzyj się. Nie potrzeba wiele wyobraźni by powiedzieć sobie dlaczego. Najlepsze są chwile amoku, gdy potężna dawka alkoholu wyrywa człowieka z tej chorej rzeczywistości.

Wiem, że uważasz mnie za śmierdzące, nędze zwierzę. I wcale ci się nie dziwię, gdyż moje wyobrażenie o samym sobie nie odbiega zbytnio od tego schematu. Po tylu latach życia w takich warunkach człowiek przyzwyczaja się, adaptuje do nowego stanu rzeczy. Czuję, że się mną brzydzisz, gardzisz moim żałosnym obliczem. Wielu z was nie uznaje nas za ludzi. Co po trosze przyczynia się do tylu morderstw. Ale uwierz mi, naszą potępioną hordę wciąż zasilają nowe cienie, nowi współbracia. Teraz spójrz na niebo. Widzisz gęstniejącą łunę pomarańczowego światła, która ogarnia całą jego kopułę? To nasz drogowskaz. Szlak ku naszemu eldorado. Do centrum miasta. Idąc dalej calle de Toledo dojdziesz na de Segovia. Nazywamy ją granicą, między naszym światem a waszym, między miastem cieni a sercem Madrytu. Wielu z nas opuszcza cmentarzysko i udaje się tam w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Czasem czynią tak całe stada. Jesteśmy wędrowcami. Tutaj wszystko jest niczym jałowe pustkowie. Tam czasem zdarzy się znaleźć prawie nowe ubranie, albo jakieś jedzenie. Duże śmietniki przy restauracjach nazywamy spichlerzami, to prezent od nieznośnego losu. To dlatego warto podejmować ryzyko. Miasto cieni jest naszym domem i przekleństwem jednocześnie. Centrum Madrytu zaś karmicielem, bez którego żaden z nas nie miałby siły żyć. Całą naszą siłą jest nadzieja.

Dzięki za ten ciepły posiłek. To, że cię spotkałem odbieram jako dobry omen. Czas już na mnie. Widzisz jak się nam przyglądają? Nie chcę mieć przez to kłopotów. Wracaj. Idź do swego świata i zapomnij, że kiedykolwiek tu byłeś. Tak będzie dla ciebie lepiej.