Evaristo- Notatka (23:45 26 03 2002)
Ktoś wpłacił pieniądze za moją stancję u Pani Velez. Dzięki temu będę mógł zatrzymać się jeszcze 4 miesiące. Zdziwiłem się, gdy po raz pierwszy od mojego pobytu tutaj Pani Velez uśmiechnęła się do mnie. Zawsze miała pretensje, że wracam późną nocą i hałasuję kładąc się spać. Nigdy ze mną nie rozmawiała, nawet nie patrzyła w moją stronę gdy wychodziłem z samego rana na warsztaty.
Całkiem miła odmiana, zwykły szczery uśmiech od kobiety która mogłaby być moją prababcią. 240 euro to wielka suma jak dla biednego artysty bez pracy, powiedziałbym nawet, że nieosiągalna (w każdym razie dla mnie). Muszę się dowiedzieć kto wpłacił te pieniądze, dlaczego to zrobił i czego ode mnie chce. Porozmawiam z Panią Velez, może się czegoś dowiem.
...
Niewiele się dowiedziałem. Mówiła spokojnie jak na staruszkę przystało. Niewiele szczegółów zapamiętała, a jeszcze mniej była w stanie mi przekazać. Rozmowa trwała jakąś godzinę... wypiłem dwie zielone herbatki i zjadłem parę ciasteczek... a jedyne czego się dowiedziałem to imię tego delikwenta, który przyniósł pieniądze... dobrze, że nie poszedłem do szkoły policyjnej, inspektor ze mnie kiepski. Aaron. Jak ja go znajdę w mieście, którego nie znam?
...
Nawet nie pamiętała jak wyglądał i w co był ubrany. Zadzwonił do drzwi, ona otworzyła i zaprosiła do środka. Rozmawiała z nim przez chwilę, wzięła pieniądze i odprowadziła do drzwi. Ucieszyła się z wpłaty, kupiła nowy dywanik i ozdobną miseczkę...
Niewiele mi to mówi, nic nie zrobię mając tylko imię. Madryt ma trzy miliony mieszkańców i jakieś trzysta osób o imieniu Aaron... nici z poszukiwań, nie stać mnie na wydzwanianie albo jeżdżenie taksówką do wszystkich. Nie znam nikogo o tym imieniu. Pozostaje mi tylko jedno, czekać na następne odwiedziny...