Ryan Shaw- Noc w nowym mieście

(powrót)

Kolejny drink, papieros i zupełnie inna melina niż wczoraj. Piętnaście po dwunastej w nocy, dosyć wcześnie. W zasadzie meliny tutaj nieznacznie rożnią się od tych w Nowym Jorku, największą różnicą jest to, że tu wszyscy mówią po hiszpańsku. Ach, Nowy Jork, to było miasto. Było. No, w zasadzie dalej jest bo dalej stoi tam gdzie stało ale już beze mnie. Można powiedzieć, że zostałem wygnany albo, że straciłem swoje prawa w mieście. A wszystko przez jeden mały błąd. Zrobiłem się trochę zbyt zachłanny i zacząłem pomagać złym ludziom. I tak mam szczęście. Ja z tego wyszedłem cało- trochę paskudnych blizn, cztery miesiące w łóżku i bilet na stary kontynent.


- El barman, me vierte otro. Lej, lej, stary, do pełna.- Ciekawe jak wielu członków starych rodzin tu jest? I gdzie można ich spotkać? Dobrze by było zacząć się rozglądać za nimi. Trzeba zacząć sie ustawiać, zanim wieści o mnie trafią do ważniejszych osobistości tutaj. Aaa i zanim wyjdę.
- ¡Barman! El paquete de fuma.- Papierosy- nie wychodź bez nich z domu.